Nie lubię kiedy coś realistycznego mi się śni. Jak z tym, że do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić na 100%, że NIE płynęłam z moją mamą promem kiedy byłam mała.
Już chyba trzeci raz pod rząd miałam takie dziwne sny. Zaczęło się od tajemniczego zniknięcia, przez które obudziłam się mega przestraszona. Potem przeszło do drunk dialing przez N. (a rano i tak musiałam sprawdzić czy naprawdę do mnie nie dzwoniła, mimo że to tak masakrycznie absurdalne) tylko po to żeby dzisiaj dojść do wizji dziwnych i jeszcze bardziej niemożliwych wakacji w Wenecji. Coraz bardziej boję się co moja głowa tym razem wymyśli, dlatego w sumie nie wróżę sobie dzisiaj szybkiego zaśnięcia.
Poza tym sny z prawdziwymi ludźmi nie są dla mnie. Są za rzeczywiste i przez to budzę się zawsze z odrobiną niewyjaśnionego niepokoju. Zobaczymy co czeka na mnie dzisiaj.
Z rzeczy milszych: byłam na łyżwach, nawet na szkółce łyżwiarskiej (ahoj przygodo!). Strasznie strasznie się stęskniłam, dowiedziałam się czemu tak często niemożliwie bolały mnie stopy ("Na lodzie naprawdę nie rosną grzyby!") i nie mogę się doczekać grudnia jeszcze bardziej niż wcześniej.
Listening: Susie Suh - The Backman tapes + oryginał "Jak ze snu" ze Śpiacej Królewny (bo z Disney'a się chyba nigdy nie wyrasta)
K.
wtorek, 23 października 2012
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz