Nie lubię kiedy coś realistycznego mi się śni. Jak z tym, że do tej pory nie jestem w stanie stwierdzić na 100%, że NIE płynęłam z moją mamą promem kiedy byłam mała.
Już chyba trzeci raz pod rząd miałam takie dziwne sny. Zaczęło się od tajemniczego zniknięcia, przez które obudziłam się mega przestraszona. Potem przeszło do drunk dialing przez N. (a rano i tak musiałam sprawdzić czy naprawdę do mnie nie dzwoniła, mimo że to tak masakrycznie absurdalne) tylko po to żeby dzisiaj dojść do wizji dziwnych i jeszcze bardziej niemożliwych wakacji w Wenecji. Coraz bardziej boję się co moja głowa tym razem wymyśli, dlatego w sumie nie wróżę sobie dzisiaj szybkiego zaśnięcia.
Poza tym sny z prawdziwymi ludźmi nie są dla mnie. Są za rzeczywiste i przez to budzę się zawsze z odrobiną niewyjaśnionego niepokoju. Zobaczymy co czeka na mnie dzisiaj.
Z rzeczy milszych: byłam na łyżwach, nawet na szkółce łyżwiarskiej (ahoj przygodo!). Strasznie strasznie się stęskniłam, dowiedziałam się czemu tak często niemożliwie bolały mnie stopy ("Na lodzie naprawdę nie rosną grzyby!") i nie mogę się doczekać grudnia jeszcze bardziej niż wcześniej.
Listening: Susie Suh - The Backman tapes + oryginał "Jak ze snu" ze Śpiacej Królewny (bo z Disney'a się chyba nigdy nie wyrasta)
K.
wtorek, 23 października 2012
poniedziałek, 15 października 2012
Stabilność i powtórzenia, które zawsze zawsze wzmacniają wypowiedź
Zawsze wydawało mi się, że to N. bardziej mówi o przywiązywaniu się do jakiś zwyczajów, harmonogramów czy bardziej ogólnie pojętej "stałości w życiu". Okazuje się, że mi tego strasznie strasznie brakuje. Taka głupia rzecz, jak parę godzin pracujących w tygodniu (czy raczej w tym wypadku - ich brak) a robi taką różnicę. Jestem już jakoś zmęczona (czysto psychicznie of course) szukaniem nowej pracy gdzie nigdy nie wiem czego się spodziewać. I tego ciążącego pytania o wyjazd (Anglia, Walia, Szkocja, Irlandia i whatnot <3), którego już naprawdę bardzo bardzo nie chcę przekładać na żadną inną datę niż wiosna/wakacje 2013. A rodziców nie mam zamiaru o nic prosić, co to to nie.
Stałe rzeczy i poczucie stabilności są fajne. Stanowczo. Niby nic takiego się nie dzieje (stara bida, chciałoby się rzec), a nie jestem w stanie nic poradzić na poczucie bezradności i marazm, z braku lepszego słowa. Cóż, do wszystkiego idzie się przyzwyczaić.
Listening: Benjamin Francis Leftwich Stole You Away
K.
Stałe rzeczy i poczucie stabilności są fajne. Stanowczo. Niby nic takiego się nie dzieje (stara bida, chciałoby się rzec), a nie jestem w stanie nic poradzić na poczucie bezradności i marazm, z braku lepszego słowa. Cóż, do wszystkiego idzie się przyzwyczaić.
Listening: Benjamin Francis Leftwich Stole You Away
K.
niedziela, 14 października 2012
"Mam to w dupie" czyli czy wreszcie dam radę zacząć tak myśleć
Nie lubię nie wiedzieć co mam myśleć. Stwierdzenie dosyć oklepane, bo chyba nikt nie lubi, ale trudno. A już najgorsze jest to, że wreszcie wiem co bym chciała móc myśleć, a nie wiem co powinnam, bo to najwyraźniej wybitnie zależy od czyjegoś nastroju (na przykład: kiedy przychodzę na zajęcia i jestem absolutnie niezauważona ewidentnie nie powinnam nic myśleć, ale potem, kiedy po powrocie z wspólnego kina jakoś tak wychodzi, że sobie rozmawiamy do późnego wieczora i ogólnie bardzo mi miło w środku, to już nie wiem). Tylko potem czuję się jak największy ciołek wszechświata, kiedy jestem tylko z lekka olana i robi mi się tak strasznie przytłaczająco smutno, że nawet jedzenie nie pomaga. A kiedy to nie daje rady to trochę na zasadzie jakby Pani Hudson opuściła 221B Baker Street - England would fall, znaczy się.
Nah, whatever. Wychodzi na to, że powinnam przejść w tryb "Mam to w dupie" (pardon my language, ale inaczej po prostu nie brzmi), tylko szkoda, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza, że w tym przypadku to chyba jest nie tyle kwestia mojego bardzo pracowicie budowanego wyobrażenia o człowieku, tylko... no właśnie. Chyba to co po prostu jest, a nie co mi się wydaje że może być. W sumie, rozważam jeszcze podejście proponowane przez Lizzy:
"Maybe you should go to him. Either make him realise what a huge huge mistake he's made or at least make him give you some closure."
Sytuacja co prawda jest inna (huh, robić za Jane Bennet byłoby za fajnie, mieć takiego Binga tym bardziej, zwłaszcza kiedy się wie, że takim frajerem okaże się tylko przelotnie) i bardziej chodzi mi o drugą część ostatniego zdania, ale zdecydowanie fajnie byłoby wreszcie wiedzieć ocb.
Przynajmniej wreszcie wzięłam się za samorozwój czyli naukę Adobowego Premiera. Pierwszy, mało szalony ale zawsze, film poniżej:
K.
Nah, whatever. Wychodzi na to, że powinnam przejść w tryb "Mam to w dupie" (pardon my language, ale inaczej po prostu nie brzmi), tylko szkoda, że łatwiej powiedzieć niż zrobić. Zwłaszcza, że w tym przypadku to chyba jest nie tyle kwestia mojego bardzo pracowicie budowanego wyobrażenia o człowieku, tylko... no właśnie. Chyba to co po prostu jest, a nie co mi się wydaje że może być. W sumie, rozważam jeszcze podejście proponowane przez Lizzy:
"Maybe you should go to him. Either make him realise what a huge huge mistake he's made or at least make him give you some closure."
Sytuacja co prawda jest inna (huh, robić za Jane Bennet byłoby za fajnie, mieć takiego Binga tym bardziej, zwłaszcza kiedy się wie, że takim frajerem okaże się tylko przelotnie) i bardziej chodzi mi o drugą część ostatniego zdania, ale zdecydowanie fajnie byłoby wreszcie wiedzieć ocb.
Przynajmniej wreszcie wzięłam się za samorozwój czyli naukę Adobowego Premiera. Pierwszy, mało szalony ale zawsze, film poniżej:
K.
niedziela, 7 października 2012
WOW, czyli powrót do szkoły
Pierwszy tydzień po wakacjach minął całkiem ... zwyczajnie. Spodziewałam się jakiegoś WOW (cytując Pana od reklamy), a tu przeszło nawet bez szału. Nowa grupa mogła być gorsza, nie będzie tak jak w zeszłym roku ale dam rade. Za to w piątek dopiero zauważyłam, że tylko niecała 1/5 grupy to chłopcy (patrz: trzech rodzynków). Pierwszy raz jak w jakiejkolwiek grupie/klasie mam taką przewagę dziewczyn i trochę czuć inną atmosferę. Ale są mili, nie powiem. Nawet, olaboga, czasem rozmawiam z tymi ludźmi. Nie za dużo (no bez przesady) ale spodziewałam się powtórki z pierwszej liceum, kiedy to czytelnictwo mocno u mnie wzrosło, zwłaszcza na przerwach.
Ewentualna praca pozostaje niewiadomą, za to przypadła mi rola grafika dla nowej firmy siostry N. i bardzo mnie to cieszy. Serio, miło czuć że masz na coś wpływ i w ogóle samo robienie czegoś nowego zawsze mnie cieszy, czy to projektowanie loga dla Kurzej Stopy czy robienie linorytów na zajęcia. Ulubione powiedzonko Shirley całkiem tu pasuje:
Do tego to dziwne, ale ostatnio czuję się zadziwiająco spokojna, w pozytywnym sensie. Bo nawet wychodzi mi ogarnianie różnych rzeczy (pewnie kwestia bezrobotności i dopiero początku studiów, ale mam nadzieję, że się utrzyma jak najdłużej), oglądam fajne rzeczy (Battlestar Galactica mistrz!), a i sprzątanie w domu (co chyba już ostatecznie na mnie przeszło) jakoś bardzo nie przeszkadza, bo przynajmniej nie jestem takim trutniem i pomagam trochę mamie. Wyszło też tak, że znowu dużo rozmawiam z A. To dziwne, bo nieważne ile się z nim widzę czy piszę to i tak mam wrażenie, że trochę więcej byłoby fajnie. Bo taki straszny słodziak z niego, że aż nie ogarniam.
Do tego moje stopy zaczynają się lepiej czuć, co oznacza łyżwy! Już się nie mogę doczekać, bardzo bardzo.
K.
Ewentualna praca pozostaje niewiadomą, za to przypadła mi rola grafika dla nowej firmy siostry N. i bardzo mnie to cieszy. Serio, miło czuć że masz na coś wpływ i w ogóle samo robienie czegoś nowego zawsze mnie cieszy, czy to projektowanie loga dla Kurzej Stopy czy robienie linorytów na zajęcia. Ulubione powiedzonko Shirley całkiem tu pasuje:
Do tego to dziwne, ale ostatnio czuję się zadziwiająco spokojna, w pozytywnym sensie. Bo nawet wychodzi mi ogarnianie różnych rzeczy (pewnie kwestia bezrobotności i dopiero początku studiów, ale mam nadzieję, że się utrzyma jak najdłużej), oglądam fajne rzeczy (Battlestar Galactica mistrz!), a i sprzątanie w domu (co chyba już ostatecznie na mnie przeszło) jakoś bardzo nie przeszkadza, bo przynajmniej nie jestem takim trutniem i pomagam trochę mamie. Wyszło też tak, że znowu dużo rozmawiam z A. To dziwne, bo nieważne ile się z nim widzę czy piszę to i tak mam wrażenie, że trochę więcej byłoby fajnie. Bo taki straszny słodziak z niego, że aż nie ogarniam.
Do tego moje stopy zaczynają się lepiej czuć, co oznacza łyżwy! Już się nie mogę doczekać, bardzo bardzo.
K.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
