sobota, 22 września 2012

Moja lista

Ostatnio przeczytałam tą notkę. Rzadko mam tak, że czytam/oglądam/słyszę coś od kompletnie losowej osoby i myślę "Ojaaa, też tak mam, a jeszcze nie widziałam takiej grupy na facebooku (co zawsze sprawia że można się poczuć bardziej wyjątkową)!". To takie miłe dowiedzieć się, że ktoś fajny ma podobnie.

I tak zaczęłam myśleć o tych wszystkich momentach kiedy dopada mnie lekka panika, bo gubię się we wszystkim. I nie wiem już czy robię jakieś rzeczy dlatego, że faktycznie sprawiają mi one przyjemność i są dla mnie bardzo ważne, czy dlatego, że inni je lubią i jakoś tak zarażają. Nigdy nie robię czegoś co kompletnie do mnie nie przemawia już na wstępie, co to to nie. Tylko czasem trudno rozgraniczyć to co w jakiś sposób tworzy Ciebie i to co po prostu lubisz robić albo w ogóle lubisz robić z jakimiś konkretnymi ludźmi. Poza tym, można coś bardzo lubić, ale też uwielbiać odkąd się pamięta. Niby podobne, ale jednak nie to samo.

YOLO jest trochę przereklamowane, ale w granicach rozsądku nowe rzeczy to naprawdę fajna sprawa. Bo gdyby nie to, że N. i M. zaciągnęły mnie jakiś kawał czasu temu na mecz Jastrzębskiego (to już ze trzy lata będą) nawet nie wiedziałabym że to takie fajne. Jednak, jakkolwiek uwielbiam siatkówkę, sama na mecz chyba jednak bym się nie wybrała. Bez tego towarzystwa to już nie to samo co tak bardzo lubię i znam. Niby podobnie, ale nie do końca. Nadal, dziwnie się czuję kiedy to wszystko się miesza i trudno się odnaleźć.

Thus, dzisiejsza lista. Rzeczy które lubię "od zawsze":

1. Jedzenie w każdym sensie (srsly, to o dziwo jedna z najbardziej stałych pasji jakie mogę mieć, cóż, jaki człowiek takie priorytety najwyraźniej).
2. Czytanie i oglądanie (dobre książki i filmy, seriale, czadowi ludzie na youtubie).
3. Making artsy stuff (diy, rysunkowo-graficzne rzeczy, szycie). Otaczanie się ładnymi rzeczami czy widokami też chyba można tu wcisnąć
4. Łyżwy (i osobiście i przed telewizorem, czasem bardziej czasem mniej, ale jakoś zawsze wraca).
5. Czas wyruszyć w nieznane. Traveling and stuff, oglądanie nowych miejsc i tego jak bardzo inaczej można żyć - tylko kilka godzin pociągiem/samolotem od domu. Też oglądanie ładnych miejsc, zwłaszcza na godzinę przed zachodem słońca, bo wtedy jakoś wszystko wygląda ładniej.


Wbrew pozorom, trudno zrobić taką listę, przynajmniej dla mnie. Część rzeczy, które lubiłam za młodu jakoś przeminęło (makijaż teraz trochę utrudnia to, że byłam kiedyś wielką fanką kąpieli basenowych i morskich), a te obecne nie mają jeszcze tego dopisku "odkąd pamiętam". Znalezienie takich constansów w życiu jednak pomaga. Działanie terapeutyczne, uspokojenie głowy i te sprawy.

Listening: Atlas Hands by Benjamin Francis Leftwich

K.

0 komentarze:

Prześlij komentarz