czwartek, 20 września 2012

Self soothing w wersji pro

Czyli to co robię przez ostatnich kilka dni. Bo mi jakoś dziwnie. I wcale nie lepiej kiedy próbuję się zająć czymś sensownym, jako że i to jakoś nie idzie - kończy się na oglądaniu Suits albo Casablanki. Dlatego nie lubię mieć za dużo wolnego czasu, niby miło odpocząć, mieć chwilę dla siebie, ale co za dużo to niezdrowo. Spędzanie godzin tylko ze swoimi myślami jest straszne, zwłaszcza jeśli te myśli wcale nie są takie super miłe. Bo niefajnie usłyszeć od własnego rodziciela (zasłużenie, prawda, ale ja to wiem, nikt mi nie musi przypominać), że jestem pierdołą, zobaczyć nowy plan zajęć na studia (nie tylko plan, zmieniona grupa i brak możliwości jej odmienienia też dobra rzecz!) czy skończyć prace w niezbyt fajnej atmosferze (nawet bardzo niefajnej). O wątkach rodzinno-zdrowotnych i tym że już naprawdę nie wiem co mogę powiedzieć mojej mamie żeby trochę ją podnieść na duchu, wolę nie wspominać. Już nic nie wiem, man.
Ale co ja poradzę? No nic nie poradzę. Oby tylko coś się ogarnął ten świat, bo jakoś mało pozytywnych rzeczy się zebrało ostatnio. Czekam za zwrot akcji!

Cóż, póki co dalej szukam czegoś co odwróci moją uwagę, bo już nie mogę tyle rozkminiać wszystkiego i niczego. Zadziwiająco - sprzątanie nawet pomaga!

Listening: Avalanche City - The Citizens
Drinking: Sencha truskawka z żurawiną

0 komentarze:

Prześlij komentarz